niedziela, 7 grudnia 2014

XXIV


Sochi - 17 stycznia, konkurs drużynowy...

Pełna nadziei brunetka stała pod skocznią w kadrowej kurtce. Polska po serii próbnej zajmowała trzecie miejsce. Miła głęboką nadzieję że przed nią pisze się historia! Modliła się o ten medal. To byłaby taka kropka nad i. Na rozbiegu jako pierwszy pojawił się Maciek Kot.

-No już. Spokojnie. Bo sobie palce połamiesz – uśmiechnął się do dziewczyny Kuba Kot.

-Łatwo powiedzieć... - szepnęła w powietrze.

-Skoczył dobrze... ale cholera nie dobrze – skwitował Kubacki. - Dlaczego do jasnej cholery nie liczą serii próbnej. Noż....

-Nie choreluj mi tu! - Karina natychmiast go skarciła. Nienawidziła jak ten chłopak co dwa słowa klnie i klnie i klnie i nic więcej! W między czasie Piotrek zawalił kompletnie a Jasiu zrobił po prostu swoje...

Patrzyła na pogarszającą się sytuacje w kadrze. Wierzyła w tego swojego szatyna. No bo musiał skoczyć daleko, prawda ? No musiał!

-Na rozbiegu dwukrotny mistrz olimpijski Kamil Stoch – dobiegł ją gdzieś głos spikera. Jest na rozbiegu. Wybija się z progu i leeeci! Byle daleko...







           
Widział ją doskonale z dołu. A raczej z telebimu bo jakiś kamerzysta mu ją pokazał i mógł przyglądać się jej dokładniej. Chciał wyczytać jej emocje z twarzy, odczytać, w jakim jest humorze, usłyszeć jej ciepły, melodyjny głos pokrzepiony silną wiarę w polskich skoczków. Wiarą w niego. Tak bardzo chciał spojrzeć w jej ciepłe oczy wypełnione niesamowitym optymizmem. Chciał poczuć, jak obejmuje jego szyję i całuje policzek. Westchnął ciężko. Czuł w sobie narastającą w sobie presje. Poprawił rękawiczki by po chwili sprawdzić czy narty są zapięte i gotowy czekał na znak od trenera. Gdy tylko dostrzegł zielone światło, ruszył. Poczuł narastającą prędkość i wybił się od progu. Czuł lekki wiatr w plecy i pod nartami, walczył o dłuższą odległość, niestety grawitacja była silniejsza i przygniotła go do ziemi, lądując starannym telemarkiem chcąc ukryć niezadowolenie. Podjeżdżając nartami blisko bandy widział jak z jej twarzy znika uśmiech. Zawiódł ją...





-Cholera – krzyknęła gdy zobaczyła jak ląduje na 130,5. Aż usiadła na trybunie. Miętusówna wstała dopiero kiedy skończyła się pierwsza seria. 18 punktów do brązu... Parsknęła ironicznie.

-Maciuś no! Kocurku! Ogniaaaaaa! - wspomniała kiedy zauważyła go idącego do windy w celu udania się na górę. Tylko 129 metrów...

-Jezus! Żyła. Nie no ja się wykończę! Przysięgam że umrę z nerwów. - jęknęła trzymając kciuki za skoczka z Wisły. Hahhaha! Udało się! 132Metry! Przybijając sobie piątki ze sztabem znowu zaczęli wierzyć... Ale Kamil nie dał rady. Niby nie miała mu tego za złe ale na pewno niedosyt czuła totalny. Wtulona w Kubackiego uroniła pojedyncze łezki.

-Dobra, idę do chłopaków. -stwierdziła i zniknęła gdzieś pośród polskich flag. Po drodze minęła kopiącego śnieg Janka. Siedzącego z ukrytą twarzą w dłoniach Maćka, Piotrka udzielającego wywiadów. Nigdzie nie było Kamila. Weszła po cichu do szatni polskich skoczków i była świadkiem nieopisanej furii skoczka. Rzucił kaskiem, kombinezonem, goglami a rękawiczki złapała brunetka, wtedy dopiero zauważył jej obecność.

-Długo tutaj jesteś ? - zapytał.

-No wystarczająco długo... No ale Kamil, przecież ty i tak wpisałeś się do historii. Po co więcej. Ja wiem że apetyt rośnie w miarę jedzenia, ale przecież.... - nie dał jej dokończyć.

-Zawiodłem Cię, prawda ?

-Nie głupku no! - cmoknęła go w policzek – Ogarnij się i wyjdź bo dziennikarze nie dadzą Ci żyć – powiedziała i wyszła z domku.

Ruszyła w stronę Austriaków, no bo przecież im też trzeba było pogratulować srebra. Okazało się że byli na kontroli dopingowej. Przysiadła więc na ławce przed wejściem do ich szatni. Zdąrzyła wyciągnąć telefon i sprawdzić portale społecznościowe. Nagle usłyszała jakieś wielkie "BU!" za swoimi plecami. Thomas Morgenstern srebrny medalista olimpiady w Sochi i największa łamaga sezonu postanowiła sobie ją wystraszyć.

-Jeny no! Thomas! Nie strasz ludzi!!!!

-Oj nie chciałem Cię przestraszyć. - rzekł z cwaniackim uśmieszkiem.

-A ja chciałam pogratulować srebra!

-Noooo i na to czekałem! - skoczek serdecznie przytulił fotografkę i okręcił ją wokół własnej osi.

-Wpadniesz do nas na opijanko medalu ? - zapytał gdy dziewczyna poczuła grunt ziemny.

-Nie no, mam swoich chłopaków, wiesz przecież...

-Rozumiem. No trudno. Ale na dekoracje pojedziesz ?

-Pojadę- kiwnęła głową i podeszła do Kruczka i Sobczyka.


  Całą rozmowę Kariny z Austriakiem obserwował bacznie i z zazdrością Kamil Stoch. Przez jego głowę przeplatały się miliony myśli....

Zawiódł kibiców, zawiódł ją... i poszła do Morgiego. W końcu on ma medal a...ty nie. No cholera!




Poczuł dłonie Kariny na swoich ramionach. Był na nią wściekły. Widząc ją  z Thomasem przypomniała mu się Chorwacja, Titisse, Turniej Czterech Skoczni....

-Co jest ? - zapytał widząc jego minę.

-To dlatego się ze mną przespałaś no nie ? - powiedział prosto z mostu, nie owijając w bawełnę. Widząc dezorientację dziewczyny dodał  -Żeby Morgenstern był zazdrosny.

-Kamil .... - poczuła ja łzy cisną jej się do oczu.

-TAK czy NIE ? - mówił tak twardo... Wrócił ten sam Kamil, który był w Chorwacji, ten sam raniący dupek! Nie wytrzymała... Wymierzyła mu cios prosto w policzek. Grymas na jego twarzy mówił sam za siebie – bolało... I bardzo dobrze...

-Ok, należało mi się... - szepnął ale brunetki już nie było...



Spieprzył... Zawiódł... Cholera....

Co miał teraz zrobić ? Biec za nią czy pozwolić jej ochłonąć ? A jak u niej jest już skreślony?


I był skreślony. Zapłakana brunetka gnała co sił w nogach w stronę wioski olimpijskiej. Marzyła tylko i wyłącznie o poduszce...  Poduszce, której będzie mogła wylać wszystkie swoje łzy. Straciła dla niego tydzień swojego życia... A może dzięki niemu zyskała magiczną przygodę ? Przecież nigdy nie zapomni jak w walentynki zabrał ją na belkę. Tak się bała tam wejść...
Rozmyślając zasnęła....

Polski team zbierał się do powrotu do wioski olimpijskiej. Wszyscy zajęli miejsca w kadrowym busie.

-Wszyscy są ? - zapytał żwawo Łukasz Kruczek aby choć trochę podnieść chłopakom nastroje...

-Nie ma Kariny – Kamilowi słyszącemu te słowa serce podeszło do gardła... Myślał że ochłonie i wróci.

-Karinę bolała głowa i zmyła się wcześniej – wspomniał zza kierownicy Kacper. Odetchnął z ulgą.

Pod wioską pierwszy wysiadł z hotelu i niczym torpeda ruszył na górę. Ale żeby zabrać narty , torbę i kombinezon to już nie łaska, bo po co ?

-Otwórz te cholerne drzwi! -

Krótką wiadomość wystukał na klawiaturze swojego telefonu, ale to nic nie dało... Po 15 minutach krzyczenia, walenia w drzwi poddał się. Wrócił do pokoju. Walnął się na łóżku i uporczywie wgapiał się w sufit. Janek podejmował marne próby rozmowy z przyjacielem... No ale przynajmniej go nie wywalił z pokoju.






Obudziła się wcześniej rano. Do śniadania jeszcze półgodziny. Wiedziała że Łukasz wstaje wcześniej bo układa plany, ogarnia skrzynkę mailową i dzwoni do żony. Postanowiła mu przeszkodzić. Szybko się ubrała i zamalowała zapłakane oczy. Chciała stąd wyjechać jak najszybciej. Najlepiej jeszcze dzisiaj! Ostrożnie zapukała. Słysząc proszę weszła do pokoju.

-O Karina, co Cię sprowadza do mnie tak wcześnie ? - zapytał przyjaźnie.

-Łukasz, bardzo przepraszam ale czy ja mogę już dziś wrócić do Polski ? Ja wiem że to idiotyczne i że... Nie ważne, no po prostu muszę...

-Coś się stało ? - kiedy usłyszała to pytanie poczuła jak łzy cisną jej się do oczu.

-Sprawy osobiste, mogę o tym na razie nie mówić ? - rzekła cichym i łamliwym głosem.

-Jasne, spakuj się. A czym zamierzasz dojechać do Polski ?

-Samolotem, już zarezerwowałam i lecę za godzinę. Jestem spakowana, na śniadaniu też byłam. Oddam kluczę do recepcji i jadę. Przeproś chłopaków że tak bez pożegnania wyjechałam.


Z głębokim bólem serca i ciut lżej wsiadła do samolotu lecącego do Katowic.
Nie dało się jednak zostawić wspomnień.

  No przynajmniej na śniadaniu ją zobaczy. Łudź się nadzieją panie Stoch. Przez myśl mu nie przeszło że mogła tak po prostu wyjechać...

-A gdzie Karina ? - zapytał Dawid siadając obok trenera.

-Coś jej wypadło i musiała wrócić do kraju – opowiedział spokojnie na co popijający kawę Kamil zakrztusił się.

-Co-o zrobiła ?

-Oj Jezu Kamil, nie wiem masz do niej numer to zadzwoń – jak widać trener nie miał ochoty tłumaczyć dlaczegoż to fotografka ich opuściła.

Żeby tylko chciała odebrać – pomyślał...




Pusta przestrzeń przypomni ci o błędach,

chciałeś ognia to z piekła ogień cię dosięga.
I nie rozgrzeje serca jak prawdziwe emocje,
bo znowu wyszło źle, a znowu chciałeś dobrze.


_______________

       Proszę nie bijcie! Dawałam Wam trochę wskazówek w poprzednim rozdziale i myślę, że choć troszkę byłyście przygotowane, prawda ? 
      Także przepraszam Was wszystkie, że znowu zrobiłam z Kamila takiego idiotę  i jeszcze wciągnęłam w to Morgiego ! :) 
      Widzę, że już Was tutaj trochę więcej. Jednak tych co nie komentują (i tych co komentują też) zapraszam do zagłosowania w ankiecie z boku <----

Pozdrawiam! :)

Edit 9 grudnia, 17:12: Zobaczymy się dopiero po 19 grudnia, bo mi się zacznie przerwa świąteczna ;) I wtedy też nadrobię zaległości na Waszych blogach :D