ONA
- No nie dzwoń mi po żadne
pogotowie. - krzyczałam na Jankę kiedy ta chciała już na 999 zadzwonić.
-Tak, pewnie i jeszcze mi powiedz,
że to, że odleciałaś normalne jest ? - zapyta zażenowana. Kiwnęłam tylko
głową.
-Ty! A może ty w ciąży jesteś. - hahahhahah! Tak bardzo chciałam się zacząć
śmiać, ale ona cholera mogła mieć teoretycznie racje ? Ale nie, nie! Po chwili
namysłu i przypomnieniu sobie wszystkich dni od powrotu z Rosji wyrzuciłam
kompletnie tą możliwość.
- Pierdolnij się w ten pusty łeb,
Janka!
Od niedzielnego
zajścia minęło kilka dni. Janka nie byłaby sobą gdyby nie umówiła mnie do lekarza.
W środę po pracy miałyśmy jechać do przychodni. Przeczołgali mnie przez
wszelkie możliwe badania. Nie wiem czy byłam zmęczona bardziej dlatego, że źle
się czułam czy dlatego, że czułam ten ohydny zapach szpitala, który siłą rzeczy
kojarzył mi się ze śmiercią. Wyniki miałam robione na cito także nie musiałam
czekać dni ani tygodni na wyniki tylko kilka godzin.
Lekko przestraszona i podbladła weszłam do gabinetu lekarskiego i na
chwilę uwolniłam się od bebłoczącej o mojej nijakiej ciąży Jance. Tak bo mi do szczęścia brakuje
małych Kamilątek,
kurwa mać!
Na całe
szczęście w ciąży nie byłam. Jak na razie mamusią nie będę i Janka ciocią też
nie. Dzięki Bogu. Bo chybabym z okna wyskoczyła. No, ale te wszystkie omdlenia
swoją przyczynę mieć musiały. Radykalny spadek płytek czerwonych czyli anemia.
Mam zwolnienie lekarskie do dwudziestego piątego marca. Siłą rzeczy do końca
sezonu. Nikogo nie będę musiała oglądać, na nikogo patrzeć i z nikim nie będę musiała się kłócić.
ON
Trondheim...
Zwolnienie
lekarskie czy celowe działanie ? Oj ciężko rozgryźć tą dziewczynę. Najpierw kombinuje
z jakimś urlopem, teraz L4 rzekomo do końca sezonu czy nawet kilka dniu dłużej.
Wykończą mnie te jej gierki kiedyś! Przypomnij
sobie, że to przez Ciebie.
- Karina ma anemie. - rano Jasiek
wbił do naszego wspólnego pokoju.
-Co?
-Gówno! Rozchorowała się biedna
przez Ciebie.
-Kto ? Na co ?
-Czy ty jesteś głupszy czy głupszy
? Karina. Ma. Anemie. I. Ma. Zwolnienie. Lekarskie. Do. Końca. Sezonu.
Zrozumiałeś ? - tłumaczył.
-Czyli, co ? Ona w ogóle nie będzie
już na żadnych zawodach. - Jasiek pokręcił głową.
-No z tego co Łukasz mówił to nie.
- Ty chyba oszalałeś ?! Jak nie ?
-Jagnie to jest mała owieczka.
-Boże jak ty mnie wkurzasz idioto!
-Kamil luuz.
Bez nerwów.
Szukałem
byle pretekstu by tylko napisać czy zadzwonić do Kariny. No jak ja bym sobie
chętnie w łeb strzelił! Po co jej pierdoliłem, że ją kocham jak ja nie wiem co
czuje ? Ewcia błagam cię
pomóż!
ONA
Trzeba było koniecznie się ogarnąć i
wrócić do domu. Chłopcy byli już w Oslo i nieubłaganie zbliżało
się zakończenie sezonu w Planicy. Janka cisnęła, Marcelina cisnęła i chyba w
końcu tam pojadę. Tak po prostu popatrzeć na skoki z bliska a nie za szklanego
ekranu.
ON
Oslo...
Do zwycięstwa niby tak daleko a jednak tak
blisko. Jeszcze tylko jeden przystanek tej karuzeli dzielił nas od zakończenia
sezonu w Planicy - Mistrzostwa Świata w Lotach w Harrachovie.
Po zakończeniu sezonu ostro biorę się za swoje życie prywatne.
Takie postanowienie noworoczne, szczegół, że w marcu!
Do domu
wrócił grubo po północy.
Szybko rozpakował torbę. Oddzielił rzeczy
do prania od tych zdatnych do użytku, wypił puszkę piwa i poszedł
spać.
Jutro miną dwa lata od śmierci jego żony.
Jego ukochanej Ewci.
Pójdzie na cmentarz i co ? I odpali
kolejnego znicza, położy na ciemnym marmurze białą różę i wróci do rzeczywistości.
To są ciężkie momenty dla osoby, która straciła kogoś bliskiego. Nikt ani nic
nie zastąpi mu tej jednej jedynej miłości. Cząstka jego serca buntowała się
bardzo długo żeby przekonał się do tego, że w życiu prywatnym też może być
dobrze. Że może zaznać jeszcze smak ust innej kobiety. Były do siebie pozornie
podobne. Pozornie ponieważ obie były artystkami. Łączyła je jedna pasja.Tylko
czy nawet uderzające podobieństwo dawnej straconej miłości nie
jest w stanie wzbudzić takiego samego
gorącego i pięknego uczucia ? Na dzień dzisiejszy i na tą chwilę tego nie
wiedział. Wiedział, że spieprzył może jedyną szansę od losu ? Ale przecież
jeśli będzie to prawdziwa miłość to przetrwa, prawda ?
Urywając w pewnym momencie od tego całego
zgiełku i myśli o nadchodzącym jutrze zasnął.
ONA
Zakopane...
Wiedziałam że powinna być teraz z
chłopakami w Oslo na
zawodach .
Wszystkie wydarzenia z Sochi – te przyjemne chwile, z Kamilem i ta
kłótnia po drużynówce – spowodowały złe samopoczucie, anemie, i zwolnienie lekarskie do końca
sezonu. Nie byłam załamana jakoś szczególnie. Nie chciałam po prostu widzieć
Stocha. Nie zniosła bym kolejnych spięć.
Skoczek na siłę próbował się ze mną skontaktować.
Dzwonił, pisał, przepraszał... Był pod moim domem ale Grzesiek go nie wpuścił.
Brat wiele razy pytał o co chodzi, jednak ja umiejętnie go zbywałam.
Dzisiaj umówiłam się z żonami i panterkami
skoczków, aby jakoś ogarnąć wyjazd do Planicy. Wypiłam więc szybką kawę –
której oficjalnie pić nie mogłam – wzięłam ze stołu jabłko ubrałam płaszcz i
wyszłam zakluczając drzwi
wejściowe.
Pogoda w stolicy Tatr zachwycała. Wiosna
tutaj przyszła wyjątkowo wcześnie. Słońce świeciło a nad miastem wciąż czuwał
śpiący rycerz. Dochodząc do kawiarni zobaczyłam czerwone auto dziewczyny
Kubackiego.
-Hej. - krzyknęła blondynka.
-Cześć.
W środku czekała już Angelika z małą Wiwianką i Cysia. Pięć minut później w drzwiach pojawiła się
Janka z Dominiką Sobczyk
-Jaka ty jesteś słodka i ładna! – pisnęłam głaszcząc małą Wiwi po jasnych włoskach.
-Na szczęście wdała się w mamusie a nie w
swojego paskudnego tatusia. - skwitowała humorzasta Wyszyńska. Dziewczyny
wybuchnęły śmiechem.
-No patrz co ta ciotka mówi. Muszę ci
koniecznie zrobić sesje.
-Ale to chyba po Planicy ? - wtrąciła jej
mama. Brunetka kiwnęła głową.
-No właśnie Planica dziewuszki. - klasnęła
w dłonie Justyna Żyła.
-Mhm... - mruknęła Marcysia – pani cała organizatorka tego przedsięwzięcia- i wyciągnęła z torebki niebieski
kalendarz.
-No to tak na pewno jedziemy autem bo nie
ma innej opcji. Nie zabierzemy się. I proponuję poprosić starszego Kociaka
żeby busa od ojca pożyczył bo ja osobiście nie będę tłukła do
Planicy autem. - reszta dziewczyn przytaknęła.
-No dobra. To dwa lata temu Ewka załatwiła
w Harrachowie czapy takie fajne. To Marta odebrałabyś jak będziesz na lotach ?
Justyna załatwisz neonowe krasnalki u siebie. Januś szminki!
Ty masz do tego wtyki, więc tanio! I ciemny róż! Najmocniejszy.
Koniecznie. Zakupy, żarcie i tak dalej ja z Kariną ? – kiwnęłam głową.
-A ty w ogóle jedziesz do Planicy ? -
zdziwiła się Wyszyńska.
-Tak, zrobię chłopakom niespodziankę.
Tak więc cicho sza!
-Ok. To my ogarniemy żarcie. Stefek nam
wszystko przygotuje, grilla i w ogóle bo on jedzie z chłopakami na testowanie
skoczni czy coś... I Krzysiu chyba też no nie ? Karcia?
Janka ? - jak i ja tak i
narzeczona skoczka nic wiedziały o tych planach.
-Ja jeszcze załatwię takie fajne koszulki
co w tamtym roku na Summer Grand Prix widziałam. Laska miała napis I love ski jumping i ing przekreślone na ers. - wyrwała się Dominika Sobczyk. Cyśka uśmiechnęła się promiennie zapisując
któryś tam punkt.
-Dobra dziewczynki, ale ja muszę uciekać
bo do biura muszę wbić. – jęknęłam dopijając espresso.
-Podwiozę Cię bo jadę do Targu do
teściowej. - uśmiechnęła się cwaniacko dziewczyna Kubackiego.
-Teściowej!? Czy my o czymś nie wiemy ? -
podłapała temat Angela.
– No nie wiem. Jak na razie ja mówię na jego mamę
teściowa, ona na mnie synowa, a Dejvi sobie nic z tego nie robi.
Wsiadłyśmy do czerwonego auta i już za
chwilę stałyśmy w
niemiłosiernie długim korku. Miałyśmy aż nadto czasu na rozmowę. Młoda pani
psycholog wyczuła już w Sochi że
coś między nami jest. Później po powrocie była zaniepokojona całą sytuacją. Jak i mnie tak i Kamila rozgryzła na
poczekaniu.
-Nie boisz się Planicy ?
-Nie... Niby czemu ?
-No wiesz... Kamil tam poznał Ewkę. Jak mu
znowu coś odbije ? Będzie nie zdrowo...
-Ee ee tam... Jakoś damy radę.
-No ok, ale teraz na serio. Co się między
Wami stało w Sochi ?
-Skąd wiesz?
-Studiuje psychologie. Kochana obrazu jak
mi Dawid powiedział, że jesteś na zwolnieniu i że mykłaś z Sochi... Wiedziałam, że na pewno się pokłóciliście...
Znowu.
-Przespałam się z nim... No i on mi
później po drużynówce powiedział, że zrobiłam to specjalnie, żeby Morgenstern
był zazdrosny! Nie wytrzymałam. Za bardzo się na niego wkurwiłam.
-W sumie to się nie dziwię.
-Martuś, ale proszę Cię nie mów nic Mustafowi.
Wiesz jaki on jest...
-No spoko. Jesteśmy. Jak coś to dzwoń. - uśmiechnęła się
i pojechała do Nowego Targu.
______________________________________________
Udało się! Żałowałam tylko, że nie dałam rady jeszcze w 2014, ale witam Was w 2015.
Jestem zadowolona, że udało mi się go dzisiaj skończyć i opublikować! Nie jestem zadowolona z jednej części rozdziału, ale pisałam ją w fajnym momencie roku 2014 więc jest pewien sentyment. Zakładając tego bloga nie liczyłam, że będę miała Was tutaj tylu i bardzo za to dziękuję!
Na ten nowy - 2015 rok życzę wam przede wszystkim szczęścia! <3 A sobie by był lepszy niż poprzedni, chociaż na tamten nie narzekam.
Teraz Was przepraszam i wybywam bo podłapaliśmy z moją ekipą bakcyla do zabawy!
Pozdrawiam! :*
Ps. Jeśli wyłapiecie jakieś błędy to przepraszam. Ewentualne poprawki jutro bądź w poniedziałek.
______________________________________________
Udało się! Żałowałam tylko, że nie dałam rady jeszcze w 2014, ale witam Was w 2015.
Jestem zadowolona, że udało mi się go dzisiaj skończyć i opublikować! Nie jestem zadowolona z jednej części rozdziału, ale pisałam ją w fajnym momencie roku 2014 więc jest pewien sentyment. Zakładając tego bloga nie liczyłam, że będę miała Was tutaj tylu i bardzo za to dziękuję!
Na ten nowy - 2015 rok życzę wam przede wszystkim szczęścia! <3 A sobie by był lepszy niż poprzedni, chociaż na tamten nie narzekam.
Teraz Was przepraszam i wybywam bo podłapaliśmy z moją ekipą bakcyla do zabawy!
Pozdrawiam! :*
Ps. Jeśli wyłapiecie jakieś błędy to przepraszam. Ewentualne poprawki jutro bądź w poniedziałek.